Plagiat w publikowaniu naukowym

Plagiat w publikowaniu naukowym

 

Zarówno wydawnictwa naukowe jak i redaktorzy czasopism są bardzo wyczulone na punkcie plagiatu. Nie chodzi tutaj tylko o sytuację kiedy autorzy kopiują teksty innych autorów, ale również o przypadki kiedy autorzy kopiują własne prace. Ten drugi przykład jest często określany jako „text recycling”.

 

Dlaczego redakcje tropią plagiat?

Prześledźmy następującą sytuację: autor używa tej samej metody badawczej co w poprzednim projekcie i na podstawie badań opracowuje nowy artykuł. Dochodząc do sekcji artykułu „Metody” uświadamia sobie, że w opublikowanym uprzednio artykule umieścił akapit tekstu dokładnie opisujący używaną metodę. Autor decyduje się więc użyć w nowym artykule tego samego akapitu tekstu. Jest to klasyczny przykład auto-plagiatu, lub inaczej – zjawiska „text recycling”. Warto wyjaśnić, że rozpatrujemy tutaj standardową sytuację, kiedy w momencie przyjęcia artykułu do druku, autor zrzekł się praw autorskich do swojego dzieła (artykułu), czyli przekazał wydawcy prawa do stworzonego tekstu i rysunków. W zamian, wydawca zobowiązał się ponieść koszty związane z przygotowaniem artykułu do publikacji. Wydawca jednak nie chce, ani nie może, opublikować pracy, której autorzy nie są właścicielami.

 

Jak redakcje wykrywają plagiat?

Do wykrycia plagiatu potrzebne jest specjalistyczne oprogramowanie, np. Turnitin lub Crosscheck. Oprogramowanie takie jest dość kosztowne, więc tylko duże wydawnictwa mogą sobie na nie pozwolić. Autor powinien natomiast przyjąć, że każde czasopismo z listy A MNiSW korzysta z takiego sposobu wykrywania plagiatu. Program anty-plagiatowy jest swego rodzaju wyszukiwarką, która porównuje treść artykułu z zasobami dostępnymi w Internecie, np. artykuły naukowe, strony internetowe, e-booki itd. Wykrycie takiego samego ciągu znaków w sprawdzanym artykule i zasobach internetowych, sygnalizowane jest za pomocą procentu zgodności. Im większy procent zgodności, tym więcej zidentyfikowano skopiowanego tekstu.

 

Rola redaktora

Procent zgodności jest liczbą, którą redaktor musi zinterpretować zanim podejmie decyzję co zrobić z artykułem. Większość artykułów wykazuje zgodność na poziomie 5-10% co jest zupełnie normalne. W literaturze występują uniwersalne sformułowania, które używane są przez wielu autorów. Oprogramowanie anty-plagiatowe może również wykazać listę referencji jako źródło problemu, co oczywiście jest przekłamaniem. Redaktor będzie natomiast zaniepokojony, jeżeli procent wykrytej zgodności artykułu będzie na poziomie powyżej 15%. W takim przypadku redaktor zapozna się ze szczegółowym raportem na temat problematycznego artykułu i będzie szukał dokładnego źródła zgodności. Rolą redaktora jest ustalenie czy intencją autorów było umyślne skopiowanie tekstu, czy nieumyślne lub nieumiejętne posługiwanie się cytowaniami. Nie wzbudzą zainteresowania redaktora pojedyncze zbitki trzech-czterech słów. Problemem będzie natomiast cały akapit brzmiący tak samo jak wcześniej opublikowany tekst.

 

Możliwe konsekwencje wykrytego plagiatu

W przypadku wykrycia umyślnego plagiatu, redaktor może podjąć następujące kroki:

  • Pouczenie autorów i prośba o przesłanie poprawionego tekstu,
  • Odrzucenie artykułu,
  • Wydanie korekty w przypadku opublikowanego już artykułu,
  • Unieważnienie opublikowanego już artykułu,
  • Poinformowanie instytucji autora.

Wymiar kary jest indywidualną decyzją redaktora i będzie zależał od zakresu wykrytego plagiatu. W razie wątpliwości w postepowaniu, redaktor może odwołać się do zaleceń organizacji COPE, która doradza jak reagować w takich przypadkach.

 

Jak unikać problemów z plagiatem?

Należy mieć świadomość faktu, że oprogramowanie do wykrywania plagiatu staje się coraz bardziej powszechne i jest stosowane przez większość wydawców. Każdy z nas wie, że kopiowanie tekstów których nie jesteśmy właścicielami jest nieuczciwe i nielegalne. Problem ten dotyczy zarówno treści opublikowanych przez innych autorów, jak i treści co do których zrzekliśmy się uprzednio praw autorskich. Jeżeli chcemy użyć tę samą metodę, którą opisaliśmy w opublikowanym już artykule, należy opisać ją innymi słowami.

 

Tomek

Zdjęcie: Depositphotos